Krótka historia:

Prawdziwymi zapaleńcami , którzy stworzyli podwaliny naszego młodego zespołu są maturzyści z rocznika 2003. Niemniejszą zasługę w dziele budowania miała nauczycielka muzyki I LO Pani mgr Danuta Jeziorowska, gdyż to Ona do dzisiaj dźwiga ciężar pracy i sukcesów chóru. W tym miejscu należy wymienić jednym tchem kilka nagród, z którymi łączymy najlepsze wspomnienia.

 

 

Dziennik Zachodni

17 stycznia 2002

 

 

Zespół wokalno - instrumentalny Słowaka zajął I miejsce w Katowickim Spotkaniu Kolędowym pt. Śpiewajmy Jezusowi w Pałacu Młodzieży.

 

Uczniowie z radością przywieźli zwycięskie laury oraz dyplom i nagrodę: radio-magnetofon z odtwarzaczem CD. Chór-zespół powstał przed niespełna trzema laty, kiedy w szkole pojawiła się Danuta Jeziorowska, nauczyciel muzyki. - Któregoś dnia po lekcjach w klasach pierwszych zaprosiłam chętnych z poszczególnych klas, aby jeszcze zostali. Zebrała się grupka kilkunastu osób. Co ciekawe, już na pierwszym spotkaniu, jak profesjonalny chór mieliśmy ćwiczenia wokalne - opowiada pani Danuta, która cieszy się niezwykłą sympatią swoich podopiecznych.

Podkreślają, że tylko ktoś o takim podejściu do młodzieży, jak ona, potrafił stworzyć ich chór. - Atmosfera na próbach jest niesamowita. Pani profesor każdego wysłucha, poświęci czas, potrafi rozbawić i pocieszyć. To dlatego tak chętnie przychodzimy na spotkania i mamy sukcesy - mówi Karolina Walancik. Jej koleżanka, jedna z młodszych stażem w zespole dodaje, że zanim jeszcze przeniosła się do Słowaka słyszała od koleżanek o dziwnym i przyjacielskim chórze. - Przyszłam w ub. r. jako "ta nowa". Nikt jednak nie dał mi odczuć że jestem obca. Usłyszałam od dziewcząt, że mi pomogą nadrobić zaległości. Cieszę się na każde spotkanie - podkreśla Krystyna Bartosz, która jest genetycznie "skazana na śpiew". - Moja mama, babcia, dziadek, brat i ja jesteśmy członkami chorzowskiego chóru mieszanego "Lutnia" - dodaje Krysia.

W repertuarze chóru dzisiaj znajduje się już ponad 20 utworów od rozrywki, swingu po klasykę i pieśni sakralne polskich i zagranicznych autorów. - Najpierw śpiewaliśmy na jeden głos. Uczniowie sami "zbuntowali się" i chcieli podziału na głosy. Dziś potrafimy wykonywać utwory na cztery głosy. Powoli dochodziły instrumenty i obecnie prócz 20 śpiewających jest 8 instrumentalistów - wyjaśnia Danuta Jeziorowska. Bogate brzmienie jest zasługą altówki, wiolonczeli, kontrabasu, fletów, oboju, klarnetu i fagotu. Uczniowie nie mają jeszcze nazwy, mimo licznych pomysłów. Zastanawiali się nad "Jeziorko band", "Bagienny wyziew", "Vox Fabjanos" (od nazwiska dyrektora "Słowaka" Przemysława Fabjańskiego). Żaden jednak się nie przyjął. Być może pojawi się w przyszłości w towarzystwie kolejnych sukcesów. Gratulujemy i życzymy powodzenia.

 

Adam Pierończyk

- Założycielkę chóru profesor Danutę Jeziorowską poznałem już w szkole podstawowej. Kiedy przyszedłem do "Słowaka" bez zastanowienia wstąpiłem do powstającego zespołu. Zresztą zawsze lubiłem grać i śpiewać. Ukończyłem ognisko muzyczne w klasie instrumentów klawiszowych. Wcześniej z grupą kolegów graliśmy różne utwory rozrywkowe. W chórze panuje niesamowity klimat. Jesteśmy wyluzowaniu, ale pełni szacunku do siebie i naszej prowadzącej. Nasza grupa nie przypomina tradycyjnego chóru, jaki gdzieś tam zakodował się w świadomości jako sztywne odśpiewywanie poważnego repertuaru. Śpiewamy wszystko i super się bawimy.

 

Aleksandra Kandzia

- Czasami na próbach wygłupiamy się jak maluchy, fałszujemy specjalnie, żartujemy ze wszystkiego. Wystarczy moment i już zabieramy się do poważnej pracy. Dzięki naszej profesorce potrafimy stanąć na wysokości zadania. Nawet przed naszym ostatnim występem w Pałacu Młodzieży w Katowicach, kiedy zżerała nas trema, pani Danuta potrafiła nas momentalnie wyciszyć. Jest doskonałym organizatorem i przyjacielem. Szkoda tylko, że już nie mamy zajęć, bo to była naprawdę przyjemność. Mogliśmy się też wyżyć w ten nietypowy sposób. Działanie w zespole bardzo nas wszystkich zbliżyło do siebie, chociaż jesteśmy z różnych klas.

 

Bartłomiej Zduńczyk

- Od kiedy pamiętam śpiewałem. Najczęściej z mamą podczas długich podróży samochodem. Ukończyłem szkołę muzyczną, gdzie śpiewałem w chórze. Bardzo to lubię, dlatego kiedy tylko zrodziła się myśl założenia szkolego chóru, natychmiast to podchwyciłem. Chór dał nam szansę na ciekawe spędzanie wolnego czasu. Początkowo było to tylko luźne śpiewanie, ale z czasem próbowaliśmy coraz trudniejszych pieśni i repertuaru klasycznego. Czasami kiedy mówię kolegom, że śpiewam w chórze dziwnie na mnie patrzą. Nikt jednak nie kpi. Młodzieży chyba brakuje takich możliwości.
To niesamowita nauczycielka, która jest naszym przyjacielem, dyrygentem, często psychologiem, bo doskonale nas rozumie. Potrafi także naprawić, nastroić każdy instrument, a także na nim zagrać - mówi Marta Nendza, trzecioklasistka. Profesorka zapytana o marzenia odpowiada, że to jak najlepsze zachęcenie uczniów do muzykowania. - Chciałabym, aby ci bardzo zdolni młodzi ludzie, pełni optymizmu i często dziecięcego szaleństwa, odnosili sukcesy nie tylko w szkole i w województwie. Chciałabym "zarażać" miłością do muzyki - mówi. Okazja do prezentacji chóru nadarzyła się 25 stycznia na specjalnym koncercie w "Słowaku" chóru i kawiarenki literackiej.